Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zaprasza na spotkania w środy o godz. 18.00 w sali 221. 30 stycznia: Filmowe spotkania z górami.
Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zaprasza na spotkania w środy o godz. 18.00 w sali 221. 30 stycznia: Filmowe spotkania z górami.
Koło Przewodników Beskidzkich w Łodzi zaprasza na Wieczór Przewodnicki Pięćdziesiąty Ósmy – „Beskidy jesienią, Beskidy zimą” w opowieści Radka Dałkowskiego i Jurka Świerczyńskiego, 15 stycznia, godzina 18.00, sala 221
Koło Przewodników Beskidzkich w Łodzi zaprasza na Wieczór Przewodnicki Pięćdziesiąty Ósmy – „Beskidy jesienią, Beskidy zimą” w opowieści Radka Dałkowskiego i Jurka Świerczyńskiego, 15 stycznia, godzina 18.00, sala 221
Łódzki Dom Kultury i Stowarzyszenie U SIEBIE – AT HOME zapraszają na premierę filmu dokumentalnego „NIE WOLNO SIĘ BRZYDKO BAWIĆ” w reżyserii Urszuli Sochackiej. Projekcja odbędzie się 17 stycznia o godz. 12.00 w Kinie Studyjnym Łódzkiego Domu Kultury.
W związku ze zbliżającą się 68. rocznicą wyzwolenia Łodzi, Łódzki Dom Kultury i Stowarzyszenie U SIEBIE – AT HOME zapraszają na premierę filmu dokumentalnego „NIE WOLNO SIĘ BRZYDKO BAWIĆ” w reżyserii Urszuli Sochackiej. Projekcja odbędzie się 17 stycznia o godz. 12.00 w Kinie Studyjnym Łódzkiego Domu Kultury, ul. Traugutta 18.
Premierę wspiera Narodowe Centrum Kultury i firma Prowell.
Film dokumentalny „NIE WOLNO SIĘ BRZYDKO BAWIĆ” opowiada mało znaną historię hitlerowskiego obozu dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi, z filią w Dzierżąznej. Obozu, o którym w różnych okresach, z różnych powodów niewiele mówiono, niewiele wiedziano, niewiele pisano. Największą wartość mają relacje nielicznych już byłych więźniów i byłych więźniarek obozu. To, że opowiadanie o tym co zdarzyło się ponad 60 lat temu jest dla nich nadal bardzo trudne, a wspomnienia – żywe, uświadamia, że rany zadane im w dzieciństwie nigdy się nie zagoiły.
Film niejako przenosi historię z czasów II wojny światowej we współczesność pokazując, jak przeżycia obozowe byłych więźniów wpływają na następne pokolenia. Przybliża wciąż słabo opisany mechanizm transgeneracyjnego przekazu traumy. W scenach nowoczesnego upamiętniania obozu biorą udział uczniowie i nauczyciele Szkoły Podstawowej nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Łodzi oraz innych łódzkich szkół podstawowych i gimnazjów. Ich udział w filmie był częścią projektu edukacyjnego „Uwolnić Chudego – dziś dajemy Wam nie tylko pamięć”, którego pomysłodawcami i realizatorami była Szkoła Podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Łodzi oraz Stowarzyszenie U SIEBIE – AT HOME. Głównym celem projektu było szukanie nowych form uczenia historii – poprzez emocje, aktywny udział uczniów w poznawaniu historii i opracowywaniu ich własnych sposobów upamiętniania obozu.
„UWOLNIĆ CHUDEGO!” – hasło promujące kinową premierę filmu nawiązuje do w/w projektu. Uwolnić można: pamięć o tym, o czym trudno pamiętać, ale o czym nie można zapomnieć; zapomnianą lub inaczej zapamiętaną historię o obozie; Chudego z Pomnika Pękniętego Serca – od samotności, strachu, niechęci bycia dzieckiem i od poczucia winy za nie swoje winy; winną gruszkę – świadka znęcania się nad dziećmi, skaczące pod nią karne żabki… Ale premiera filmu nie zamyka projektu i nie kończy współpracy pomiędzy jego partnerami.
Nadal będą trwać prace nad przygotowaniem eksperymentalnego pakietu edukacyjnego dla polsko-niemieckich grup młodzieży chcącej poznać historię obozu. Dzięki współpracy z niemiecką partnerką projektu – PD Dr. Imbke Behnken, powstaje niemiecka wersja językowa filmu, głównie z przeznaczeniem do dystrybucji w Niemczech. Na ukończeniu jest także książka Urszuli Sochackiej pt. „Eee… tam”, oparta na wspomnieniach byłej więźniarki obozu przy ulicy Przemysłowej, Genowefy Kowalczuk. Olbrzymia dokumentacja zebrana w trakcie przygotowywania filmu stała się dla jego autorki inspiracją do napisania monografii na temat obozu – w formie dynamicznych zapisków z planu filmowego, podprowadzających dokumenty i fotografie oraz obszerne relacje byłych więźniów hitlerowskiego obozu dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi.
„NIE WOLNO SIĘ BRZYDKO BAWIĆ”
Scenariusz i reżyseria – Urszula Sochacka
producent – Stowarzyszenie U SIEBIE – AT HOME
koproducent – TVN S.A.
współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej; Fundacja Współpracy Polsko – Niemieckiej
partnerzy: Szkoła Podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Łodzi; Universität Siegen – Archiv Kindheit, Jugend, Biografie; Gminny Ośrodek Kultury w Dzierżąznej; Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi; Izba Muzealna w Mosinie
rok produkcji – 2012
Urszula Sochacka – dziennikarka, realizatorka telewizyjna, reżyserka i producentka; autorka reportaży i filmów dokumentalnych; od lat pracująca dla TVP S.A., TVN S.A. W 2009 jej praca literacka na temat traumy poobozowej zajęła pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim czasopisma „Zwierciadło” na dziennik. A w ramach przyznanego jej w 2010 roku literackiego stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego powstała wstępna wersja książki pt. „Eee… tam”.
Stowarzyszenie U SIEBIE – AT HOME z Krakowa, które powstało w 2005 roku. Działa na rzecz promocji dialogu międzykulturowego. Główny zespół Stowarzyszenia to dziennikarze, realizatorzy i reżyserzy telewizyjni, pracownicy naukowi oraz członkowie innych stowarzyszeń i organizacji działających na rzecz mniejszości narodowych i grup etnicznych.
13 stycznia, godz. 11, Muzeum Historii Miasta Łodzi – Oddział kultur i tradycji wyznaniowych (pl. Wolności 2). Spotkanie promocyjne wydawnictwa „Pejzaż Wszystkich Świętych”. Zapraszamy.
13 stycznia, godz. 11, Muzeum Historii Miasta Łodzi – Oddział kultur i tradycji wyznaniowych (pl. Wolności 2). Spotkanie promocyjne wydawnictwa „Pejzaż Wszystkich Świętych”. Zapraszamy.
O „Pejzażu…” w kilku zdaniach:
Pomysł stworzenia projektu pn. „Pejzaż Wszystkich Świętych – rekonstrukcja krajobrazu kulturowego” zrodził się w wyniku wieloletnich wędrówek autorów – Andrzeja Białkowskiego z Łódzkiego Domu Kultury i Piotra Wypycha z Zespołu Nadpilicznych Parków Krajobrazowych – po województwie łódzkim i obserwacji zachodzących zmian. Zafascynowani odnajdywanymi szczątkami nieistniejącego już, tradycyjnego i spójnego etnograficznie krajobrazu polskiej wsi, zaczęli szukać sposobu na ocalanie od zapomnienia chociażby jego skrawka. Pojawił się pomysł, którego nadrzędnym założeniem była ochrona cennych elementów dawnego ludowego krajobrazu, w którym szczególną rolę odgrywały małe formy architektury sakralnej, a więc kapliczki i krzyże przydrożne.
Realizacja pierwszego etapu projektu stała się możliwa w połowie 2006 roku dzięki dofinansowaniu, jakie Łódzki Dom Kultury otrzymał z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współpraca ŁDK i ZNPK trwała siedem lat; udało się zrekonstruować czterdzieści osiem obiektów: krzyży, kapliczek i figur przydrożnych w regionie łódzkim.
Publikacja, która jesienią zeszłego roku pojawiła się w sprzedaży, jest zwieńczeniem i podsumowaniem całego przedsięwzięcia. Poznajemy historię kapliczek, krzyży i figur przydrożnych wplecioną nierozerwalnie w losy naszego kraju. Dzięki autorom możemy prześledzić tempo zmian zachodzących w krajobrazie kulturowym, zapoznać się z motywami dawnych i obecnych fundacji, a także usystematyzować wiedzę na temat typów i rodzajów kapliczek występujących na tych terenach.
Dzięki wykorzystaniu naturalnych materiałów drewniane kapliczki dopełniają wiejski pejzaż, w którym tego typu obiekty przez wieki stanowiły o jego niepowtarzalności. Poza ochroną krajobrazu kulturowego, publikacja wskazuje również na potrzebę aktywizacji twórców ludowych oraz popularyzacji ich osiągnięć. Dawniej kapliczki i figury przydrożne były przykładami wyjątkowego rzemiosła oraz sztuki ludowej i pełniły ważne funkcje, tak zwyczajowe, jak i obrzędowe. Autorami tego typu obiektów byli niejednokrotnie najlepsi ludowi rzeźbiarze. Także do realizacji opisanego w wydawnictwie projektu zaproszono rzeźbiarzy o bogatym dorobku, często utytułowanych
i nagradzanych; warto zapoznać się z wynikiem ich pracy.
Szczegółowe opisy realizacji każdego z etapów projektu, bogata dokumentacja fotograficzna, zamieszczone ilustracje i mapy – wydawnictwo „Pejzaż Wszystkich Świętych” może stać się przewodnikiem po Łódzkiem, szlakiem zarówno dawnych, jak i zrekonstruowanych obiektów małej architektury sakralnej.
Odszukanie tych miejsc może być ciekawe pod wieloma względami; daje szansę na odbycie wycieczki po malowniczych okolicach, poszerzenie wiedzy na temat tej części kraju, poznanie bogatej ikonografii, legend i przypowieści, a także podziwianie wytworów obecnej sztuki ludowej.
Zapraszamy na wystawę malarstwa JOANNY BLANKI GARMULEWICZ pt. 1 metr². Prace, w których życie codzienne przenika się ze sztuką można obejrzeć w dniach 10 – 26 stycznia 2013 r. w GALERII NOWEJ.
Obrazy Joanny Blanki Garmulewicz od początku wzbudzały zainteresowanie i podziw. Były inne, oryginalne, niosły w sobie ważne komunikaty, mówiły o życiu i świecie nowym językiem. Artystka potrafiła dostrzegać to, co blisko – wokół niej, w domu, w rodzinie – i w zaskakujący sposób, poprzez trafnie znaleziony kontekst, nadawać temu wymiar uniwersalny. Ma to źródło w szczególnej wrażliwości i niezwykłej wyobraźni, która rodzi zaskakujące pomysły. No bo kto słyszał, aby przepuszczać tęczę przez maszynkę do mielenia mięsa i w efekcie produkować kolorowe konfetti. W świecie Blanki Garmulewicz dzieją się rzeczy niezwykłe, życie przenika się ze sztuką, która inspiruje nowe obrazy. „Matka artysty” Jamesa Whistlera spotyka się z lalką Barbie, bohaterowie „Amerykańskiego gotyku” Granta Wooda nabrali nowego, ironicznego znaczenia i niesamowicie przybrali na wadze, Jadźka robi pranie w otoczeniu Monetowskich nenufarów. W tym magicznym świecie codzienne czynności nabierają szczególnego znaczenia, a zwykłe przedmioty niosą w sobie symboliczne odniesienia. Malarstwo Blanki Garmulewicz to jednocześnie swoista gra z widzem, zaskakiwanie pomysłami i operowanie różnorodnymi środkami. Przełamany opłatek, pod obrusem sianko – i nie mamy pewności, co jest namalowane, a co prawdziwe. Rzucone na parkiecie kredki, rysunek dziecka, perły rozsypane wokół studzienki ściekowej. Świetnie opanowany warsztat pozwala artystce na zabawę, zmianę środków, odkrywanie nowych możliwości. Blanka Garmulewicz posiada jednocześnie wyjątkowe poczucie humoru, potrafi rozbawić przedstawioną sytuacją – „Na trzepaku” – a jednocześnie obdarzyć swe bohaterki ciepłem sympatii. Na wystawie możemy wreszcie zobaczyć wszystkie obrazy razem i odkryć nowe, wcześniej niedostrzegane wartości, znaczenia i konteksty.
Ryszard Hunger
Galeria FF zaprasza na wystawę fotografii BORYS MAKARY /// CARPE DIEM
Galeria FF zaprasza 18 stycznia 2013 w godz. 18-20 na wernisaż wystawy fotografii BORYS MAKARY /// CARPE DIEM
Horacjańskie „Carpe diem” zachęca do korzystania z życia w jak najpełniejszy sposób. Każe koncentrować się na elementach, na które mamy wpływ, nie zajmować się natomiast pozostałymi, zwłaszcza tymi, które nie przynoszą radości i satysfakcji. […] Współcześnie utożsamiane jest z umiejętnością „korzystania z życia” bez żadnych ograniczeń. Właśnie do takiego modelu odwołuje się Borys Makary w cyklu Carpe diem. Projekt składa się z siedmiu tryptyków, z których każdy jest podpisany innym imieniem kobiety i opatrzony inną datą. Ciągłość dat czarno-białych fotografii wskazuje na to, że wszystkie przedstawione sytuacje miały miejsce w ciągu jednego tygodnia. Środkowa fotografia każdego z tryptyków jest portretem nagiej kobiety, która zawsze patrzy w obiektyw, dwa pozostałe ilustrują fragmenty wnętrza. Na ostatnim z tryptyków zarówno postać, jak i wnętrze są zupełnie nieostre, również imię kobiety pozostaje przez autora ukryte. Prezentowanym w galerii fotografiom towarzyszy instalacja: łóżko, na którym znajduje się zmięta pościel, służąca jako podłoże do projekcji filmu – również portretów kobiet ze zdjęć. Obecność tej instalacji sprawia, że dla widza oczywiste staje się, że jest to ilustracja intymnych relacji z kobietami jednego mężczyzny w ciągu jednego tygodnia. […] Makary nie boi się ujawnić niedoskonałości fotografii jako medium, które oddaje rzeczywistość. Mimo tego, że daje ona możliwość odzwierciedlenia wyglądu przedmiotu, przeniesienia jego wizerunku w niemal doskonały sposób, zakłada jednocześnie jego nieruchomość. Pozwala przy tym pokazać jedynie moment, jedną chwilę. Przy pomocy fotografii nie można pokazać nie tylko wydarzeń rozgrywających się w czasie, akcji, procesu, przedmiotu w ruchu, ale również trudno w niej scharakteryzować dany przedmiot czy osobę, zwłaszcza jeśli chodzi o jej cechy charakteru, upodobania czy aktualny nastrój. Z tego powodu Makary posłużył się tryptykiem, w którym środkowa część jest portretem kobiety, a dwie skrajne przedstawiają wnętrza, w których żyje portretowana. Dopiero te trzy zdjęcia tworzą całość. Dzięki zastosowaniu takiego zabiegu artysta postarał się przybliżyć odbiorcy bohaterki z jego fotografii, uczynić je mniej anonimowymi i zarejestrować nie tylko ich wygląd, ale także nakreślić ich tożsamość. […] Obserwując realizacje artysty związane z jego pracą zawodową – fotografie mody, zauważamy, że są one bliskie fotografii reklamowej, bardzo wyrazistej, o ostro zarysowanych kontrastach. Z kolei w pracach o charakterze artystycznym pojawia się zagubienie ostrości, rozmycie konturu, które z jednej strony może budzić skojarzenia ze światem sennych marzeń, z drugiej, z obecną w sztuce abstrakcją. Makary zwraca w ten sposób uwagę na to, że sztuka jest czymś odmiennym niż rzeczywistość, czymś wykreowanym przez człowieka od początku do końca, czymś pozbawionym dosłowności. W przypadku Carpe diem mamy do czynienia ze sztuką, z projektem artystycznym, a nie fotografią dokumentalną czy dokumentującą. Makary wykorzystuje tu jedynie strategię dokumentu. Stawia odbiorcę w sytuacji niepewności, każąc mu dokonywać indywidualnego wyboru w interpretacji. Nie daje odpowiedzi na żadne pytanie, wprost przeciwnie, zacierając dostępne granice, każe je postawić. Od nich bowiem zależy odbiór prac. […]
(fragment tekstu Karoliny Jabłońskiej do katalogu z wystawy)
Borys Makary. Uczył się fotografii mody w International Center of Photography w Nowym Jorku oraz od Milesa Aldridge’a. Był asystentem Richarda Warrena. Wykładał fotografię mody w Akademii Fotografii. Założyciel akademickiego klubu fotograficznego Fotowyż i współwłaściciel agencji fotograficznej Winnow Photo. Student Katedry Fotografii Wydziału Komunikacji Multimedialnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. W 2012 otrzymał International Photography Award – wyróżnienie w kategoriach (dla profesjonalistów): Reklama – Moda, Reklama – Produkt, Sztuka – Krajobraz.
www.bmakary.com
wystawa czynna od wtorku do soboty w godz. 14-18 do dnia 16.02.2013
Galeria Imaginarium zaprasza do obejrzenia wystawy Witek Ziemiszewski / Maciej Ożóg TRAKTAT ANTARKTYCZNY
Galeria Imaginarium zaprasza do obejrzenia wystawy Witek Ziemiszewski / Maciej Ożóg TRAKTAT ANTARKTYCZNY
Traktat Antarktyczny czyli na południe od równoleżnika 60°S
Antarktyda to jedyny niezamieszkany kontynent – ziemia niczyja. W 1951 roku podpisany został Traktat Antarktyczny, dzięki któremu Antarktyda to strefa wolności dla badaczy i podróżników, pod warunkiem, że ich działania nie służą celom militarnym. Dla Witka Ziemiszewskiego takim obszarem wolności jest sztuka. Każdy może coś do niej dodać i coś z niej wyciągnąć. To przestrzeń eksperymentów i poszukiwań, gdzie bardziej niż cel liczy się proces, droga, nawet jeśli czasami wydaje się drogą donikąd. Sztuką może być przecież poszukiwanie dla samego poszukiwania.
Wystawa Witka Ziemiszewskiego składa się z obrazów, rysunków, interaktywnej instalacji oraz prac wideo, których ważnym elementem jest dźwięk. Przy tej wystawie Ziemiszewski współpracuje z Maciejem Ożógiem, którego muzyka jest częścią interaktywnej instalacji prezentowanej na ekspozycji. Ożóg jest autorem audiowizualnego projektu Nonstate, w ramach którego komponuje muzykę eksperymentalną – elektroniczną, elektroakustyczną.
W wideo Witka Ziemiszewskiego istotny jest motyw podróży, drogi, przemieszczania się. Prace 10 tysięcy w 6 minut i 29 sekund czy Świat bez nazwy łączą się bezpośrednio z pasją podróżowania artysty. Nie mają jednak cech filmu dokumentalnego. Wywołują skojarzenia z kinem drogi, ale brak tu wątku fabularnego. W 10 tysięcy w 6 minut i 29 sekund widzimy świat z za szyby samochodu, zmieniają się krajobrazy, słyszymy urywki rozmów, ale tak naprawdę może to być wszędzie i nigdzie – „in the middle of nowhere”. Na moment łapiemy orientację, gdy głos z offu pyta: „Co to za rzeka?” i pada odpowiedź „Chyba Selenga”. W filmie Świat bez nazwy ludzie opowiadają dlaczego jest tak fantastycznie w miejscu, do którego przyjechali. Gdzie to jest? Nie wiadomo. Można by tu przytoczyć znane przysłowie „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma“. Jednak wideo Widzew HQ zaprzecza tej tezie. Film nakręcony został na dworcu Łódź-Widzew, ale wiedzą o tym tylko ci, którzy znają to miejsce. Statyczna kamera pokazuje ciemną, deszczową noc. Gdybyśmy mieli wyobrazić sobie stacyjkę siedmiu smutków, pewnie wyglądałaby właśnie tak.
Film Moje szczęśliwe życie w sposób metaforyczny pokazuje dwa światy. Obraz kręcony jest od dołu, przez siatkę, po której skacze śmiejące się dziecko. Na górze jest miło, jednak nie możemy tam się przedostać. Nawet jeśli ludzie są w stanie pokonać fizyczną odległość, to pozostaje bariera mentalna. Na ile jesteśmy w stanie wpłynąć na los ludzi z innej rzeczywistości, czy w ogóle jest to możliwe?
W wideo Run run run ruch kamery powiązany jest tu z ruchem ciała artysty. Ten zabieg przypomina Zapisy mechaniczno-biologiczne Józefa Robakowskiego, jednak w przypadku Ziemiszewskiego eksperymenty z medium filmowym są raczej środkiem niż celem. Wydaje się, że autora bardziej interesuje collage różnych stylistyk filmowych, budowanie nastoju niepewności i niepokoju. Nie wiemy czy ten ciągły bieg to pogoń za czymś, czy ucieczka przed czymś. Run run run, podobnie jak film Buszująca przywodzi na myśl filmy Andrieja Tarkowskiego, ale także obrazy surrealistyczne. Rzeczywistość jak ze snu ujawnia się również w filmie Dwa tańce oraz w Czytałem sobie książkę, gdzie czytany z offu tekst nie ma związku z obrazem.
Oglądając filmy Ziemiszewskiego patrzymy na świat z perspektywy subiektywnej – czujemy się jakbyśmy byli wewnątrz filmowanej sytuacji. Patrząc na obrazy i rysunki konfrontujemy się z humanoidalnymi formami. Czyżby autor posłużył się deformacją, aby pokazać ludzkość w krzywym zwierciadle? Jedyne postaci w obrazach Ziemiszewskiego, które emanują pozytywną energią to sylwetki o cechach negroidalnych.
W prezentowanych na wystawie obrazach Witka Ziemiszewskiego rozpoznajemy cytaty ze znanych dzieł sztuki, takich jak: Ambasadorowie Hansa Holbeina, Wenus z Urbino Tycjana, czy Czytająca list Vermeera. Sylwety ukazane są graficznie, na jednolitym tle, wyrwane z kontekstu pierwowzoru. Pozbawione są też indywidualnych rysów twarzy, które przypominają raczej zdeformowane maski. W obrazach często pojawia się motyw siatki, będącej tu rodzajem bariery lub ograniczenia. To siatka do tenisa, a tenis to gra, w której zdani jesteśmy tylko na siebie.
Rysunki wykonane techniką komputerową łączą z pozoru nieprzystające do siebie stylistyki – postacie wyglądające jak z filmów fantasy z elementami abstrakcyjnymi z konstruktywistycznych obrazów. Sylwety z rysunków nie są zazwyczaj całkowitymi wytworami wyobraźni artysty. Prace z postaciami w mundurach inspirowane są znanymi zdjęciami – żołnierza strzelającego do matki z dzieckiem oraz esesmana, któremu chłopiec czyści buty. Wyrywając postaci z kontekstu artysta zwraca uwagę, że to rzeczywistość, w której żyjemy kształtuje i determinuje nasze zachowania.
Ziemiszewski eksploruje kilka jej obszarów. Jej aspekt fizyczny – czyli to, czego doświadczamy na własnym ciele, w kontakcie z naturą – jest najbardziej widoczny w filmach. W cyklach malarskich i rysunkowych przetwarza obrazy dostarczane mam przez media i kulturę. Na granicach tych światów powstał obszar o wciąż niezbadanych możliwościach i płynnych granicach – sztuka.
Anka Leśniak
wystawa od wtorku do soboty w godz. 14-18 do dnia 23.02.2013
Nasi przodkowie w powstaniu styczniowym, czyli próba osobistego spojrzenia 150 lat wstecz – prelekcja Krzysztofa Piesyka, Iwony Łaptaszyńskiej, Witolda Nakielskiego. 29 stycznia, godzina 18.00, sala 308.
Nasi przodkowie w powstaniu styczniowym,
czyli próba osobistego spojrzenia 150 lat wstecz
prelekcja Krzysztofa Piesyka, Iwony Łaptaszyńskiej, Witolda
Nakielskiego
29 stycznia, godzina 18.00, sala 308
Galeria Stara zaprasza na wystawę Po drugiej stronie lustra – podwodny świat w obiektywie PIOTRA STÓSA. Wystawa czynna od wtorku do soboty w godz. 14.00-18.00.
Galeria Stara zaprasza na wystawę Po drugiej stronie lustra – podwodny świat w obiektywie PIOTRA STÓSA. Wystawa czynna od wtorku do soboty w godz. 14.00-18.00.
Zanurzenie pod powierzchnię wody to wycieczka do fantastycznej krainy, pod każdym względem odmiennej od świata, w którym żyjemy. Wszystko jest tutaj inne: dźwięki, odczuwanie ciężaru własnego ciała, sposób w jaki się poruszamy. Inaczej też zachowuje się światło poddane wpływowi wody, blisko powierzchni rozedrgane i ostre, stopniowo, wraz z głębokością, staje się monochromatyczne i rozproszone, gasząc kolory i rozmywając kontury krajobrazu. Niczym Alicja przechodząca przez lustro, na każdym nurkowaniu czuję się jak gość, odwiedzający przez kilkadziesiąt minut świat – na poły dobrze mi znany – a równocześnie za każdym razem nowy i zaskakujący. Próby zarejestrowania na zdjęciach jego skrawków nie mają końca – im lepiej go znam i im sprawniej się w nim poruszam, tym więcej pozostaje do uchwycenia i pokazania.
Piotr Stós
Fotografie prezentowane na wystawie pochodzą z wód otaczających Europę, Afrykę, Azję i Amerykę Południową. Zostały wykonane w trakcie wypraw naukowych prowadzonych przez autora, a zorganizowanych przez Centrum Turystyki Podwodnej NAUTICA z Krakowa.
Piotr Stós – rocznik 1965, krakowianin. Z wykształcenia hydrobiolog, absolwent Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego. Z nurkowaniem i fotografią związany od roku 1986. Instruktor nurkowania i fotografii podwodnej. W latach 1993-1996 pracownik Zakładu Biologii Wód PAN, gdzie prowadził badania organizmów zamieszkujących stawy tatrzańskie. Współzałożyciel centrum nurkowego „Nautica” działającego od 1998 roku. Nurkował na Malediwach, Karaibach, Mauritiusie, Galapagos, w Indonezji, Malezji, Egipcie, Rosji, Hiszpanii, Włoszech i w Chorwacji. Jego fotografie podwodne można spotkać w czasopismach ilustrowanych, folderach, kalendarzach, plakatach i na stronach internetowych.
Wystawa czynna od wtorku do soboty do dnia 30 stycznia 2013 w godz. 14–18
II KONCERT – „NASI PRZYJACIELE” w nastroju kolędowo-karnawałowym z okazji Jubileuszu 25-lecia istnienia Towarzystwa Przyjaciół Opery im. Ady Sari.
28 stycznia, godz.17.00, Sala Kolumnowa. Wstęp: 20 zł
II KONCERT – „NASI PRZYJACIELE” w nastroju kolędowo-karnawałowym z okazji Jubileuszu 25-lecia istnienia Towarzystwa Przyjaciół Opery im. Ady Sari.
28 stycznia, godz.17.00, Sala Kolumnowa. Wstęp: 20 zł
Wykonawcy:
ZIEMOWIT WOJTCZAK – baryton
„POLSKIE DUO SKRZYPCOWE” – MONIKA I RYSZARD OSMOLIŃSCY
„WIENIAWSKI KWARTET”
CHÓR STOWARZYSZENIA ŚPIEWACZEGO „HARMONIA”
JERZY RACHUBIŃSKI – dyrygent
ARKADIUSZ TOKARSKI – fortepian
EWA KARAŚKIEWICZ – recytecje
Organizacja i prowadzenie koncertu Waldemar Pawłowski
Wstęp: 20 zł
Łódzki Dom Kultury i Towarzystwo Przyjaciół Opery im. Ady Sari zapraszają na drugie spotkanie z cyklu: VIVA VERDI! – w 200. rocznicę urodzin. Tym razem odbędzie się prezentacja opery komicznej Giuseppe Verdiego „DZIEŃ KRÓLOWANIA”. 14 stycznia, godz. 17.00, Kino Studyjne. Wstęp: 6 zł.
14 stycznia 17.00, Kino Studyjne
Łódzki Dom Kultury i Towarzystwo Przyjaciół Opery im. Ady Sari zapraszają na spotkanie z cyklu:
VIVA VERDI! – w 200. rocznicę urodzin
kolejne prezentacje wszystkich oper kompozytora
„DZIEŃ KRÓLOWANIA”
opera komiczna w 2 aktach
druga opera w dorobku Verdiego
libretto z polskim tematem – Felice Romani
inscenizacja i reżyseria – Pier Luigi Pizzi
WYKONAWCY:
Anna Caterina Antonacci, Ivan Magri, Alessandra Marianelli, Andrea Porta i Paolo Bordogna
oraz chór i orkiestra Teatru Operowego „Królestwo Parmy”
dyr. Donato Renzetti
czas trwania – 130 minut
Prowadzenie i komentarze Waldemar Pawłowski
Wstęp: 6 zł
7 stycznia Łódzki Dom Kultury i Towarzystwo Przyjaciół Opery im. Ady Sari zapraszają na spotkanie z cyklu: VIVA VERDI!!! – w 200. Rocznicę urodzin kolejne prezentacje wszystkich oper kompozytora. Poniedziałkowy wieczór prezentujący: „OBERTO – Hrabia San Bonifacio” – pierwszą operę Verdiego poprowadzi Waldemar Pawłowski. Kino Studyjne, godz. 17.00, wstęp: 6 zł.
7 stycznia, godz.17.00, Kino Studyjne
Łódzki Dom Kultury i Towarzystwo Przyjaciół Opery im. Ady Sari zapraszają na spotkanie z cyklu:
VIVA VERDI!!! – w 200. Rocznicę urodzin
kolejne prezentacje wszystkich oper kompozytora
„OBERTO – Hrabia San Bonifacio” – pierwsza opera Verdiego
Wykonawcy:
Ildar Abdrazakov, Evelyn Herlitzius, Carlo Ventre i Marianne Cornetti
oraz chór i orkiestra Opery w Bilbao
dyr. Yves Abel
czas trwania – 152 minut
Prowadzenie i komentarze Waldemar Pawłowski
Wstęp: 6 zł
Zapraszamy na Koncert noworoczny – Kantata Majestat Życia oraz Polskie Kolędy. 11 stycznia 2013 r., godz. 18.00, Sala Kolumnowa ŁDK. Wykonawcy: Orkiestra Symfoniczna Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, Chór Akademicki Społecznej Akademii Nauk w Łodzi, zespół taneczny, soliści. Kompozytor i dyrygent: Piotr Piątkowski. Autor tekstów: Łukasz Kłys. Dyrygent chóru: Renata Banacka-Walczak.
KONCERT NOWOROCZNY
Kantata Majestat Życia oraz Polskie Kolędy
11 stycznia 2013 r. godz. 18.00 – ŁDK Sala Kolumnowa
Wykonawcy: Orkiestra Symfoniczna Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, Chór Akademicki Społecznej Akademii Nauk w Łodzi, zespół taneczny, soliści.
Kompozytor i dyrygent: Piotr Piątkowski.
Autor tekstów: Łukasz Kłys.
Dyrygent chóru: Renata Banacka-Walczak.
„Kantata Majestat Życia”, to współczesny utwór wokalno – instrumentalno – taneczny, którego autorami są: Piotr Piątkowski – muzyka oraz Łukasz Kłysz – libretto. Projekt ten przygotowywany był m. in. w Łódzkim Domu Kultury, gdzie odbywały się próby orkiestry symfonicznej, chóru oraz solistów. Wykonawcami są młodzi ludzie – uczniowie, studenci szkół artystycznych z Łodzi i województwa. Współcześnie stworzone dzieło młodych artystów jest nowatorskim i dość oryginalnym pomysłem o awangardowym zabarwieniu. Ów oryginalny projekt uwzględnia udział orkiestry symfonicznej, chóru mieszanego. Pojawią się również soliści, zespół taneczny, raper, gitary, instrumenty perkusyjne, instrumenty elektroniczne. Kompozytor podkreśla, że nie jest to klasyczna kantata oparta na tradycyjnych wzorcach, lecz współczesna – „Trzeba iść do przodu, szukać nowych melodii, nowych brzmień, nowych rozwiązań i połączeń instrumentacyjnych’’, stąd utwór jest w stylu symfonicznego rapu z towarzyszeniem chóru, solistki i DJ’a. Można spodziewać się romantycznych melodii oraz mocnych brzmień symfoniczno-elektronicznych, jednak każdy słuchacz w proponowanym muzycznym dziele powinien odnaleźć coś dla siebie.
Autor tekstu, Łukasz Kłysz o kantacie:
Dzieło zostało napisane pod kątem radości, cierpienia, pokoju i miłości. Te wszystkie uczucia towarzyszyły Janowi Pawłowi II (któremu poświęcony jest projekt) świętym, jak i wszystkim nam. Zwykłym ludziom, którzy są podatni na popełnianie błędów. Utwory podkreślają jak ważną częścią w życiu człowieka jest wiara jak i nadzieja. Podkreślają też, że ważną rolę w życiu ludzi pełni miłość. To opowieść o tym jak silnym uczuciem potrafią obdarzyć się zakochani, którzy pragną miłości tej drugiej osoby jak wody na pustyni. To opowieść o naszych marzeniach jak i rozterkach. O tym, że nie zawsze należy tak po prostu opuścić głowę i powiedzieć: tego nie da się zrobić, to niewykonalne. Motywem przewodnim całej kantaty jest autorytet Jana Pawła II i przede wszystkim miłość, która jest wypełnieniem wiary i nadziei.
– Miłość, która jest motorem ludzkiego życia – jak wieki temu mówił Platon.
„Kantata Majestat Życia” jest wołaniem o ludzkie uczucia do ludzi, którzy zapomnieli, co to znaczy wybaczyć, darować winy, zaprzestać zemsty. Jest podkreśleniem słów: ‘’Trzeba kochać, nam nie wolno nienawidzić, zło niszczy samo siebie’’.
kontakt: muzyka@ldk.lodz.pl
więcej informacji na stronie internetowej :
www.projektkantata.pl
Za sprawą spektaklu „Księżyc i magnolie” Teatru Gęsi i Róże publiczność 35 edycji Łódzkich Spotkań Teatralnych na 60 minut przeniosła się do hollywoodzkiego biura samego Davida Selznicka.
Producent, który postanawia zrobić film nie idąc na żadne kompromisy, scenarzysta, który nie czytał powieści, na podstawie której ma napisać scenariusz i reżyser, któremu zdarzyło się klepnąć w pupę samą Judy Garland – co się stanie, gdy owe trio przez pięć dni i nocy będzie wspólnie pracować nad filmową adaptacją najsłynniejszej amerykańskiej powieści, żywiąc się w dodatku tylko orzeszkami i bananami? Z jednej strony scenariusz do filmowego arcydzieła wszechczasów „Przeminęło z wiatrem”, z drugiej… arcyzabawna komedia o kulisach powstania produkcji, która do dziś zarobiła przeszło 1,5 mld dolarów na całym świecie. Za sprawą spektaklu „Księżyc i magnolie” Teatru Gęsi i Róże publiczność 35 edycji Łódzkich Spotkań Teatralnych na 60 minut przeniosła się do hollywoodzkiego biura samego Davida Selznicka.
ARCYZABAWNE KULISY POWSTANIA NAJSŁYNNIEJSZEGO FILMU NA ŚWIECIE
W miniony piątek, 7 grudnia, na scenie Ośrodka Teatralnego Łódzkiego Domu Kultury, w ramach 35 edycji Łódzkich Spotkań Teatralnych zaprezentował się Teatr Gęsi i Róże w spektaklu „Księżyc i magnolie”. Warto przypomnieć, iż spektakl ten w październiku br. zdobył tytuł najlepszego przedstawienia teatru niezawodowego w naszym województwie podczas Łódzkiego Przeglądu Teatrów Amatorskich (w skrócie: ŁóPTA) i zgodnie z tradycją przeglądu otrzymał możliwość pokazu na ŁST.
„Księżyc i magnolie” autorstwa Rona Hutchinsona to arcyzabawna opowieść o kulisach powstawania scenariusza do najsłynniejszej hollywoodzkiej produkcji „Przeminęło z wiatrem”. Jej bohaterami są David Selznik, Ben Hecht oraz Victor Fleming. Pierwszy z wymienionych to hollywoodzki producent, który chce zrobić film nie godząc się na żadne kompromisy, drugi jest po trochu pisarzem i dziennikarzem z Chicago, trzeci zaś to reżyser, któremu zdarzyło się klepnąć w pupę samą Judy Garland. Jest początek 1939 roku. Selznik podstępem zwabia do swego biura w Los Angeles Hechta i Fleminga, a następnie zamyka się wraz z nimi na pięć dni w swoim gabinecie. W tym czasie owa trójka ma dokonać rzeczy niemożliwej – liczącą 1037 stron powieść „Przeminęło z wiatrem” zaadaptować na scenariusz do filmu, przy którym Amerykanie na zmianę będą wzruszać się do łez lub popadać w ekstazę dumy narodowej. Problem w tym, że potencjalny scenarzysta nie czytał powieści Margaret Mitchell, małego tego twierdzi, że produkcja będzie największa klapą w dziejach Hollywood. Selznik jednak się nie poddaje. Wraz z Flemingiem odgrywa przed Hechtem scenę po scenie z powieści. Przez pięć dni pracy nad scenariuszem mężczyźni kłócą się, wzajemnie obrażają, biją, coraz bardziej wyczerpani fizycznie i psychicznie chwilami nawet popadają w obłęd. Prowadzą walkę bez ustępstw. Każdy broni zawzięcie swoich racji, a te jak wiadomo są inne w przypadku producenta, reżysera i pisarza. – Na początku było słowo, ale nikt go nie powiedział nim ktoś nie krzyknął akcja – mówi w pewnym momencie Selznik. W końcu efektem ich pracy jest… zaskakująca puenta, najpiękniejsze filmowe opowieść tworzą „wyrobnicy fabryki snów” o miernych talentach i równie miernych sukcesach, pełni kompleksów, zwykli kombinatorzy, którzy próbują nabrać cały świat.
„Księżyc i magnolie” w wykonaniu zespołu Teatru Gęsi i Róże bawi przez cały czas trwania spektaklu. Owszem można powiedzieć, że musi bawić, skoro aktorzy otrzymali sztukę pełną pełnokrwistych postaci, które istniały naprawdę, z zabawnymi dialogami, ciętymi ripostami oraz utrzymującą zawrotne tempo akcją. Niemniej powszechnie wiadomo, że nawet najlepsze danie można zepsuć źle je doprawiając. W przypadku Gęsi i Róż na szczęście nie ma mowy o takiej pomyłce. Potraktowana lekko i z humorem sztuka Hutchinsona bawi i wciąga widza z minuty na minutę. Publiczność chce wiedzieć, czy tej trójce uda się dojść do porozumienia, czy Hecht przekona się w końcu do swego dzieła i kiedy znów na scenę wkroczy Panna Poppenghul, sekretarka producenta, jedyna kobieta wśród bohaterów, której kwestie ograniczone do słów: – Tak Panie Selznik, – Nie Panie Selznik, są przysłowiową wisienką na torcie zaserwowanego widowni komedii.
Ciekawym rozwiązaniem zastosowanym przez zespół Teatru Gęsi i Róże w kwestii pokazania publiczności upływu czasu były krótkie, zabawne, czarno-białe filmiki utrzymane w konwencji kina niemego, ukazujące mozolną pracę filmowego tria.
Spektakl wyreżyserowali: Aneta Krauze i Michał Ligocki, zaś w poszczególne postacie wcielili się: Norbert Zemler jako David O. Seleznik, Jarosław Płocki jako Ben Hecht, Michał Ligocki jako Victor Fleming oraz Aneta Krauze jako Panna Poppenghul.
tekst Agnieszka Warchulińska
foto Dariusz Śmigielski
35 edycja Łódzkich Spotkań Teatralnych zakończyła się spektaklem „Kompleks Portnoya” w wykonaniu Teatru Konsekwentnego z Warszawy.
35 edycja Łódzkich Spotkań Teatralnych zakończyła się spektaklem „Kompleks Portnoya” w wykonaniu Teatru Konsekwentnego z Warszawy. Sztuka oparta na motywach głośnej powieści Philipa Rotha, o tym samym tytule, to historia 33-letniego Amerykanina, który dokonuje rozrachunku z własną tożsamością. Odważne sceny o zabarwieniu erotycznym w zestawieniu z pytaniami o sens wiary w Boga i bezkompromisowym rozliczeniem z moralnością współczesnych, amerykańskich Żydów czynią ze spektaklu jedną z najoryginalniejszych i najciekawszych kreacji teatralnych w dziejach rodzimego teatru nieinstytucjonalnego ostatnich lat.
KULTOWY I SKANDALIZUJĄCY PORTNOY ROTHA NA ZAKOŃCZENIE ŁÓDZKICH SPOTKAŃ TEATRALNYCH
35 Łódzkie Spotkania Teatralne przeszły do historii. W sobotę, 8 grudnia, w Sali Kolumnowej Łódzkiego Domu Kultury na zakończenie festiwalu wystąpił Teatr Konsekwentny z Warszawy z spektaklem „Kompleks Portnoya”. Sztuka oparta na powieści Philipa Rotha, która uchodzi za kamień milowy w dziejach amerykańskiej literatury XX wieku, i której ukazanie się w 1967 roku wywołało obyczajowy skandal z uwagi na odważne, przełamujące dotychczasowe tabu, opisy erotyczne oraz bezkompromisowe rozliczenie z wiarą i moralnością współczesnych amerykańskich Żydów, to historia 33-letniego Alexa Portnoya, który poddaje negacji to wszystko co go ukształtowało, począwszy od wychowania w rodzinie, poprzez obowiązujące zasady moralne, dominację religii i matki w kulturze żydowskiej, po mit ojca i psychoanalizy. Przez blisko dwie i pół godziny trwania spektaklu zgromadzona nań publiczność odbyła niezwykłą podróż po życiu głównego bohatera (krytyka literacka uznaje postać Portnoya za alter ego samego Rotha). Alex Portnoy na jej oczach dokonał swoistego rozliczenia się z własną tożsamością, opowiadając o dzieciństwie w mieszczańskiej rodzinie w Newark w stanie New Jersey, z jego wszystkimi cieniami i blaskami, o pełnym buntu okresie dojrzewania, o zasadach moralnych obowiązujących Żydów, o głęboko zakorzenionej w rodzinie niechęci do wszystkiego co gojowskie, o pierwszej fascynacji dziewczętami, o swojej masturbacji, o latach studenckich, przede wszystkim jednak o swoim lęku budowania więzi i relacji z kobietami. Widzowie mieli więc do czynienia z tym, jak sam Roth zdefiniował ów tytułowy „kompleks Portnoya” – z zaburzeniem, w którym silne obiekcje moralne i skłonności altruistyczne pozostają w ciągłym konflikcie z ekstremalnymi pragnieniami seksualnymi, często o charakterze perwersyjnym. […] jednakże ze względu na „moralność” pacjenta ani fantazje, ani owe akty nie przynoszą mu prawdziwej gratyfikacji seksualnej, wywołują natomiast destruktywne poczucie winy i lęk przed karą, zwłaszcza w formie kastracji.
Na scenie wystąpili: Adam Sajnuk, jako Alex Portnoy, Monika Mariotti jako matka, Bartosz Adamczyk jako ojciec i Anna Smołowik w rolach: Hanny, kasjerki gojki, Mary ,,Małpki”, Kay ,,Rzepki”, Sally ,,Pielgrzymki” oraz włoskiej prostytutki. Premiera spektaklu odbyła się w 2010 roku.
– Kawał świata z tą książką przejechałem. Pomazałem ją adaptując na scenę, przeżywając zawarte w niej zdania, bowiem fascynowała mnie od samego początku. (…) Po przeczytaniu trzech, czterech stron książki wiedziałem, że będę ją robił na scenie. Książkę przeczytałem późno, nie czytałem jej pod kołdrą mając 16 lat, jak większość moich kolegów, a dopiero na rok przed premierą. – powiedział w trakcie spotkania z publicznością po spektaklu Adam Sajnuk.
Spektakl, który można uznawać za wielką partyturę rozpisaną na rodzinę, z której Portnoy próbuje cały czas uciec, i do której nieustannie wraca z pozycji małego chłopca wspólnie wyreżyserowali wspomniany Adam Sajnuk i Aleksandra Popławska. – Oli Popławskiej zaproponowałem współreżyserię z tego względu, że ja jestem cały czas na scenie i intuicyjnie czułem, że potrzebuję do tego kobiety, bo ten męski Portnoy musiał też mieć kobiecy punkt widzenia. I Ola dużo tutaj wniosła z tej ciekawej wrażliwości. Zajmowała się też moją kreacją – mówił Sajnuk. Nawiązując do kreacji aktorskich to trzeba przyznać, że słowa uznania należą się odtwórcą wszystkich postaci. Tu nikt nie zagrał lepiej czy słabiej. „Kompleks Portnoya” w wykonaniu Teatru Konsekwentnego to popis gry czworga wirtuozów scenicznych, wśród których na wyróżnienie jednak zasługuje Anna Smołowik, która w tym spektaklu wciela się aż w sześć, jakże różnych, postaci. Warto nadmienić, że dla aktorki sztuka ta to sceniczny debiut, poza dyplomami w warszawskiej Akademii Teatralnej, w dodatku nagrodzony Feliksem Warszawskim. – To cudowne wyzwanie aktorskie – mówiła o swym udziale w „Kompleksie…” na spotkaniu z publicznością Smołowik. – Taka możliwość bardzo rzadko się zdarza, żeby tak się pobawić, poszukać. (…) Na szczęście nie oszalałam od nadmiaru ról. (…) Trudne a przez to fascynujące zadanie, cudowna przygoda.
Ciekawy zabieg realizacyjny stanowi rozwiązanie scenograficzne spektaklu. Dom zbudowany jak klatka i panoptikom w jednym, z czterema stanowiskami na zewnątrz – charakterystycznymi miejscami domu, takimi jak: stół z obiadem, pokój Hanny, pokój matki i łazienka. Wnętrze klatki to z kolei wnętrze bohatera, scena na której rozgrywa się rozrachunek bohatera z samym sobą i swoją przeszłością. Dodatkowo, dla podkreślenia toczącego się w nim konfliktu przynależności religijnej, w miejscu tym zamontowany jest ruchomy podest, zmieniający swój kształt – raz stanowi żydowską gwiazdę, innym razem przybiera kształt trójkąta równobocznego, religijnego symbolu Boga. Pomysł wyjściowy scenografii – klatka, gwiazda, stanowiska, wyszedł od Adama Sajnuka, szczegóły dopracowała Katarzyna Adamczyk. – (…) Dla mnie w dużej mierze jest to przedstawienie o wspomnieniach i dlatego też te stanowiska na zewnątrz miały być zbudowane jak fragmenty wspomnień. Stąd stół z zupą, toaleta, wieszak, nie trzeba więcej, resztę widz sam sobie wyobrazi. Z tych samych względów pozostałe postacie są tak mocne wręcz na granicy przerysowania. Bo tak się pamięta, demonizuje się bądź idealizuje, pamięta się jakieś grymasy, gesty, słowa, bardzo mocno i intensywnie – tłumaczył Adam Sajnuk.
W odróżnieniu od powieści twórcy spektaklu w finale historii Portnoya podążyli innym śladem niż jej autor – główny bohater nie ginie, a godzi się ze swoją tożsamością. Najpierw z nią walczy, później zaczyna akceptować, by w końcu się z nią pogodzić. Zatacza koło mówiąc: – Nazywam się Alexander Portnoy. Mój iloraz inteligencji wynosi 158. Jestem Żydem.
A jak swój spektakl ocenili sami aktorzy? – Sądzę, że przygotowywałem się do tego spektaklu większość życia zawodowego. Dojrzewałem do takiej formy – mówił po spektaklu Sajnuk. Jeśli są cztery energie na scenie, w dodatku tak silne, to łatwiej jest o zbudowanie jakiejś wspólnej sprawy. Pracowaliśmy nad tym parę miesięcy. To szło do przodu bez żadnych mielizn, bardzo sprawnie, mieliśmy przy tym mnóstwo zabawy, bardzo się z tego tekstu śmialiśmy, i śmiejemy się do dziś. Czy się udało? – to pozostawiam do oceny publiczności…
tekst Agnieszka Warchulińska
foto Dariusz Śmigielski
Na ten występ bez wątpienia czekała publiczność Łódzkich Spotkań Teatralnych od chwili rozpoczęcia tegorocznej edycji festiwalu. Gregg Goldston, najjaśniejsza gwiazda na firmamencie współczesnej pantomimy, zaprezentował się w Łodzi, w spektaklu „Lauder Than Words” (Głośniej niż słowa).
Na ten występ bez wątpienia czekała publiczność Łódzkich Spotkań Teatralnych od chwili rozpoczęcia tegorocznej edycji festiwalu. Gregg Goldston, najjaśniejsza gwiazda na firmamencie współczesnej pantomimy, zaprezentował się w Łodzi, w spektaklu „Lauder Than Words” (Głośniej niż słowa), na który złożyło się siedem etiud okraszonych m.in. multimedialnymi animacjami autorstwa mima oraz muzyką inspirowaną utworami Chopina. Po spektaklu, zgodnie z tradycją festiwalu, odbyło się spotkanie artysty z publicznością, na którym Goldston ujął widzów swą bezpośredniością, otwartością i poczuciem humoru.
ŁÓDŹ: GREGG GOLDSTON, NAJSŁYNNIEJSZY MIM NA ŚWIECIE
W przedostatniej odsłonie 35 edycji Łódzkich Spotkań Teatralnych, w piątek, 7 grudnia, w Sali Kolumnowej Łódzkiego Domu Kultury zaprezentował się Gregg Goldston, najsłynniejszy obecnie mim na świecie. Na jego spektakl, zatytułowany „Lauder Than Words” (Głośniej niż słowa) złożyło się siedem etiud okraszonych muzyką Dave Brubecka (m.in. słynny kawałek „Take fave”) i inspirowaną utworami Fryderyka Chopina.
Najlepszy współczesny solista sztuki pantomimy na świecie, wieloletni uczeń samego Marcela Marceau, do Łodzi przywiózł, jak sam powiedział, show, które zostało tak pomyślane by pokazywać i zapoznawać ludzi ze sztuką mimu, otwierać ją na to, co może i potrafi ze swoim ciałem zrobić mim, i jak wiele właśnie bez słów, tylko ruchem jest w stanie wyrazić i przekazać. Odnośnie ruchu, artysta zdradził również kilka niuansów swego zawodu, jak i samego występu. – Mim nie porusza się w czasie rzeczywistym, porusza się albo znacznie wolniej, albo bardzo szybko – mówił na spotkaniu z publicznością. – Dla widza to złudzenie. Mówi się nawet, że mimowie zaklinają czas, że potrafią go rozciągnąć bądź skompresować w zależności od szybkości wykonywanych ruchów na scenie. Dlatego tak ważna w tej sztuce jest muzyka. Najlepiej sprawdza się tutaj jazz, bo w tych utworach, choć jest wyznaczony rytm, to jednak linia melodyczna „krąży”, muzycy albo gonią rytm, albo zwalniają, „przytrzymują” dźwięki. Istota harmoniczna muzyki jazzowej dobrze składa się z tym, jak czas funkcjonuje w spektaklu.
Jak już wspomniano na scenie Goldston zaprezentował się w siedmiu odsłonach, m.in. w zabawnej historyjce o meloniku, w pełnym ironii gagu o muzykach jazzowych czy wzruszającej scence o nieszczęśliwie zakochanym. Umiejętnościami tanecznymi zachwycił w dwóch etiudach, o nauczycielu tańca oraz kończącym występ tańcu z parasolem. Co ciekawe, jak przyznał w rozmowie z publicznością po spektaklu, choć od 37 lat pracuje nad tymi umiejętnościami nigdy nie pobierał nauk u zawodowych tancerzy, nie chodził też na zajęcia z baletu. Uczył i uczy się tańca podpatrując osoby tym się zajmujące, zwykle jego przyjaciele.
Trwający blisko półtora godziny występ Amerykanina przyniósł oglądającym go śmiech, ale i chwile refleksji, zaskoczenie i interakcję z publicznością. Ta ostatnia udała się za sprawą zupełnie niespodziewanego zaproszenia przez Goldstona do wspólnego występu jednego z widzów. Jak się okazało był nim Jarosław Płocki z Teatru Gęsi i Róże. Niemniej było to niezaplanowane, całkowicie spontaniczne show, dzięki jednak refleksowi, otwartości i poczuciu humoru młodego aktora, jego występ z najsłynniejszym mimem na świecie był nad wyraz udany. Sam Goldston powiedział później, że rzadko zdarza mu się zapraszać widzów do występu na scenie, jeśli to robi, to zazwyczaj wybiera z widowni kilkuletnie dzieci, wówczas jest i zabawniej, a i same dzieci mają wielką frajdę, nie mówiąc już o rodzicach widzących swe pociechy na scenie. Dziś jednak z uwagi na brak dzieci na widowni wybrał osobę dorosłą. Niemniej od razu poczuł, że facet, który obok niego stanął to fajny gość.
Warto jeszcze dodać, że od strony technicznej nad realizacją łódzkiego występu Gregga Goldstona czuwał Bartłomiej Ostapczuk, aktor-mim, reżyser, choreograf, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu. Publiczności ŁST znany także z przedstawienia „Komedianci”, które znalazło się w tegorocznej edycji festiwalu i było prezentowane we wrześniu na rynku w Sieradzu.
Po spektaklu, zgodnie z tradycją festiwalu, odbyło się wspomniane już spotkanie artysty z publicznością, na którym Goldston ujął widzów swą bezpośredniością, otwartością i poczuciem humoru. Spotkanie poprowadziła znana dziennikarka, teatrolog Józefina Halina Bartyzel.
35 edycja Łódzkich Spotkań Teatralnych zakończy się w sobotę, 8 grudnia. Uwieńczeniem tegorocznego festiwalu będzie spektakl „Kompleks Portnoy’a” w wykonaniu Teatru Konsekwentnego z Warszawy.
tekst Agnieszka Warchulińska
foto Dariusz Śmigielski
Kino Kameralne w Łódzkim Domu Kultury zaprasza w piątek, 14 grudnia 2012, na pokazy filmów poświęconych tematyce górskiej i wspinaczkowej z serii Reel Rock. Zobaczymy najlepsze filmy roku 2011 oraz najnowszy Reel Rock 2012.
Przegląd filmów górskich w Łodzi
Kino Kameralne w Łódzkim Domu Kultury zaprasza w piątek, 14 grudnia 2012, na pokazy filmów poświęconych tematyce górskiej i wspinaczkowej z serii Reel Rock. Zobaczymy najlepsze filmy roku 2011 oraz najnowszy Reel Rock 2012.
Seria Reel Rock to najlepsze kino górskie z całego świata:
Chris Sharma i Adam Ondra walczą o pierwsze 5.15C, Sasha Digiulian ustanawia nowe damskie standardy we wspinaczce, Conrad Anker, Renan Ozturk i Jummi Chin po latach w końcu zdobywają z Indiach Płetwę Rekina na Meru, solista Alex Honnold ma nowy pomysł, by w ekstremalnym świecie znów być pierwszy, angielskie chłopaki pokazują Amerykanom, jak się wspinać w przerysach…
W programie:
Piątek, 14 grudnia 2012
godz. 19.00 – Reel Rock 2011 (112′)
(Filmy: Ice Revolution; Project Dawn Wall; Cold; Origins: Obe and Ashima; Race for The Nose; Sketchy Andy)
godz. 21.00 – Reel Rock 2012 (95′)
(Filmy: The Dura Dura; Wide Boys; Honnold 3.0; The Shark’s fin)
Gdzie: Kino Kameralne ŁDK, Łódź, ul. R. Traugutta 18
Kiedy: piątek, 14 grudnia 2012, godz. 19:00 i 21.00
Bilety: 12zł/pokaz; karnet 20zł
Więcej informacji na: www.filmygorskie.pl
OPISY FILMÓW:
ReelRockTour 2012
czas trwania: 1:52′
Ciężko, ciężko (hiszp: The Dura dura)
Chris Sharma był królem wspinaczki sportowej przez ostatnie 15 lat. Przez ten czas stworzył koło swojego domu w hiszpańskiej Katalonii mekkę dla miłośników trudnych (hiszp. dura) dróg wspinaczkowych. Dzisiaj, czeskie cudowne dziecko, dziewiętnastoletni Adam Ondra przyjeżdża do Chrisa by zdjąć mu koronę z głowy. Obaj walczą o ustanowienie pierwszego na świecie 5.15C, a w tym samym czasie Sasha DiGiulian i Daila Objeda swoimi świetnymi wspinaczkami wysyłają dotychczasowe kobiece standardy w niebyt.
Płetwa Rekina (ang: The Shark’s fin)
Conrad Anker, legendarny alpinista od 20 lat ma obsesję na punkcie Płetwy Rekina (The Shark’s fin) – spektakularnego niezdobytego granitowego filaru na Mt. Meru (6310m) w Indiach. W roku 2008 wraz z Jimmym Chinem i Renanem Ozturk wspinał przez 18 dni pokonując setki metrów tylko po to by zawrócić przed szczytem. Trzy lata później ten sam skład podjął decyzję o powrocie pod filar niezważając na rodzinne problemy Ankera i wypadek narciarski Ozturka, który miał miejsce zaledwie 6 miesięcy wcześniej i skonczył się urazem czaszki, złamaniem szyi i poważnym pytaniem o sens kolejnej wyprawy.
Szerocy chłopcy (ang: Wide Boys)
Amerykańscy wspinacze „ofłajdowi” przyzwyczaili wczystkich do swojego twardego wizerunku szorstkich i zakręconych gości gotowych wykrwawić się na drodze. Więc kiedy dwóch właściwie jeszcze chłopców z Wielkej Brytanii – Tom Randall i Pete Whittaker – przeskoczyło ocean by łyknąć szerokie szczeliny na zachodzie kraju, wliczając w to pierwsze przejście najtrudniejszej na świecie szczeliny znanej jako Century Crack – dla wszystkich było to małym szokiem.
Honnold 3.0
Alex Honnold jest znany jako jeden z najodważniejszych solistów swojego pokolenia. Jak sobie dać radę w tej niebezpiecznej grze, w której trzeba balansować pomiędzy czystą ambicją a instynktem samozachowawczym? Od pierwszych wysokich bulderów do solowej wspinaczki 5.13, od dalekich przygód wspinaczkowych do rekordu prędkości na Nosie (The Nose). Honnold wciąż zadaje sobie pytanie co jest ważniejsze a w międzyczasie przygotowuje się do swojej największej przygody – Josemicki Triplet – w ciągu 19 godzin wejść na Mt. Watkins, El Cap i Half Dome. 95% solo bez zabezpieczeń.
ReelRockTour 2012
czas trwania: 1:35′
Początki: Obe i Ashima (tyt. org.: Origins: Obe and Ashima)
Historia 9-letniej dziewczynki z Nowego Jorku, która święci zaskakujące sukcesy w bulderingu. Pod okiem troskliwego trenera – Obe Carriona – człowieka, który niegdyś razem z Chrisem Sharmą znajdował się na wspinaczkowym topie, pokonuje kolejne stopnie wspinaczkowej kariery. Obe zabiera ją do mekki amerykańskiego bulderingu – Hueco Tanks w Teksasie – gdzie dziewczynka, dotychczas trenująca na sztucznych obiektach, będzie miała szansę zmierzyć z naprawdę trudnymi przystawkami. Czy uda jej się przejść przez ten swoisty rytuał przejścia i pokonać problemy o trudnościach dochodzących do V12 ( – VI.7+)?
Wyścig na Nosie (tyt. org.: Race for The Nose)
Zmagania o ustanowienie najlepszego czasu na legendarnej drodze the Nose, biegnącej najbardziej ewidentną formacją El Capitana, to jedna z dziwniejszych konkurencji wspinaczkowych. Przez ostatnie 50 lat wielu utalentowanych wspinaczy dokładało wszelkich starań by pobić osiągnięty poprzedników wynik choćby o kilka minut. Tym razem zobaczymy czy i Deanowi Potterowi i Seanowi Leary’emu uda się poprawić istniejący rekord na tej prawie 1000-metrowej drodze. By tego dokonać będą musieli poruszać się naprawdę szybko. Ich poprzednicy wspięli się bowiem na szczyt El Capitana w ciągu 2 godzin i 37 minut.
Walnięty Andy (tyt. org.: Sketchy Andy)
Andy Lewis to dziwny człowiek. Boją się go nawet najbliżsi znajomi, choć wydaje się, że on sam nie zna strachu. Przechadza się bez asekuracji na cienkim na dwa palce slacku rozwieszonym w potężnym kanionie, skacze na spadochronie (który nie zawsze zdąży się otworzyć w odpowiednim momencie) ze zbyt niskiej wysokości albo wykonuje salta i inne dziwaczne akrobacje podczas treningów w parku. Czy i tym razem uda mu się podołać wszystkim ryzykownym próbom, na które narazi swoje ciało i pozostać przy życiu?
Lodowa rewolucja (tyt. org.: Ice Revolution)
Dwóch weteranów wspinaczki lodowej – Will Gadd oraz Tim Emmett – chce zrealizować swoje marzenie o poprowadzeniu najtrudniejszej na świecie drogi lodowej. Będzie wiodła po kruchym lodzie oblepiającym przewieszone ściany jaskini znajdującej się za wodospadem Helmckena w Brytyjskiej Kolumbii. Czy uda im się pokonać ponad 150 metrową drogę?
Projekt Dawn Wall (tyt. org.: Project Dawn Wall)
El Capitan w Yosemitach to formacja słynąca z bardzo trudnych dróg klasycznych i hakowych. To również mekka amerykańskiej wspinaczki wielkościanowej. Tommy Caldwell, znający tę górę jak własną kieszeń wraz z Kevinem Jorgesonem kilka lat temu podjęli się poprowadzenia najtrudniejszej klasycznej drogi na szczyt. Dotychczas udało im się wykonać wszystkie ruchy i pokonać wszystkie wymagające miejsca, ale nie mieli jeszcze złożyć ich w całość i okazji przejść całej drogi, od dołu do góry. Wraz z nadejściem wiosny podejmują tę próbę. Czy uda im się pokonać klasycznie ponad 1000-metrową ścianę, na której trudność licznych wyciągów dochodzi do poziomu VI.6?
Chłód (tyt. org.: Cold)
W ciągu ostatnich 26 lat 16 wypraw bezskutecznie próbowało zdobyć jakikolwiek pakistański ośmiotysięcznik w zimie. W lutym 2011 Simone Moro, Denis Urubko i Corey Richards, mimo dochodzących do -50*C mrozów oraz potężnej lawiny, weszli na szczyt Gasherbrum II stając się tym samym pierwszymi ludźmi, którym udało się zrealizować to nieziemskie marzenie wielu alpinistów. Dodatkowo Richards zdołał uchwycić zarówno blaski jak i cienie tej przygody, w swoim surowym i poruszającym, pierwszoosobowym dokumencie o współczesnym super-alpinizmie.
Parę nieszczęśliwych kochanków, Romea i Julię, świat zna od przeszło czterech wieków, za sprawą Teatru California z Łódzkiego Domu Kultury ten najsłynniejszy szekspirowski dramat publiczność Łódzkich Spotkań Teatralnych mogła zobaczyć w nieco innej odsłonie.
Parę nieszczęśliwych kochanków, Romea i Julię, świat zna od przeszło czterech wieków, za sprawą Teatru California z Łódzkiego Domu Kultury ten najsłynniejszy szekspirowski dramat publiczność Łódzkich Spotkań Teatralnych mogła zobaczyć w nieco innej odsłonie. Trzeba przyznać, że odziana w skóry i spodnie bojówki, z ostrą rockową muzyką w tle historia niespełnionej miłości, autorstwa angielskiego poety, nie tylko nie straciła nic ze swych wartości, ale taka uwspółcześniona stała się bardziej wiarygodna dla dzisiejszego odbiorcy.
Romeo i Julia w rockowym klimacie
W miniony worek, 4 grudnia, na scenie Ośrodka Teatralnego Łódzkiego Domu Kultury, w ramach Łódzkich Spotkań Teatralnych 2012, został zaprezentowany spektakl „Romeo i Julia” w wykonaniu Teatru California (laureata wyróżnienia mającego miejsce w październiku br. Łódzkiego Przeglądu Teatrów Amatorskich). Mimo, iż parę nieszczęśliwych kochanków z Werony świat zna od przeszło czterech wieków, a liczbę scenicznych interpretacji czy ekranizacji sztuki Szekspira trudno dziś zliczyć, niemniej propozycja „Californijczyków” bez wątpienia zaskakuje. Przede wszystkim niekonwencjonalnym podejściem do światowej klasyki literatury, bez zbędnego zadęcia czy bojaźliwości, za to z iście współczesnym, a właściwie rockowym zacięciem, jak i humorem. Choć trzeba przyznać, że Tybalt w skórzanym garniturze, Julia wypowiadająca słowa: Ach, Romeo czemuś Ty jest Romeo, i zagryzająca je bułką czy Merkucjo wystylizowany na niechlujnego frontmana rockowej kapeli, w dodatku całość doprawiona dźwiękami perkusji i ostrym, gitarowy brzmieniem, początkowo mogą nieco szokować, zwłaszcza wielbicieli tradycyjnej konwencji prezentacji sztuk szekspirowskich, to jednak z minuty na minutę spektakl „Romeo i Julia” znajduje uznanie w oczach publiczności. Dokonać tego ostatniego, w obecnym świecie, gdzie jak się wydaje w sztuce wszystko już było, to wyczyn godny podziwu. Gdzie upatrywać sukcesu tej scenicznej interpretacji? Właśnie w jej uwspółcześnieniu. Już samo odejście artystów od tradycyjnej konwencji teatralnej jest atrakcyjne, na wstępie stanowi dla widza rodzaj zapowiedzi, że będzie on świadkiem czegoś niezwykłego. I rzeczywiście tak się dzieje. Bo pomimo, iż każdy siedzący na widowni zna zakończenie tej smutnej historii, to jednak czeka z niecierpliwością na to, w jaki sposób ów finał zostanie mu zaprezentowany. Sami artyści o swej prezentacji powiedzieli, iż jest to opowieść, w której gości romantyzm – lecz tylko z humorem, humor z miłością a miłość…miłość wyłącznie z buntem. Mamy więc tu emocje, które nie są obce żadnemu młodemu człowiekowi, a skoro młodzi wcielili się w szekspirowskie postacie, tym bardziej to, co przekazują publiczności stało się wiarygodne. Nie oszukujmy się, gdyby Teatr California zechciał „Romeo i Julię” opowiedzieć w sposób klasyczny, w anturażu stylizowanych na XVI stulecie dekoracji i w strojach z epoki, mogłoby to w dobie pop kultury zabrzmieć nieprawdziwie, by nie powiedzieć komicznie i sztucznie.
Młodzi artyści Teatru California swoją interpretacją „Romea i Julii” udowodnili, że znaleźli sposób, jak przekonać swoich rówieśników do wizyty w teatrze, a na tych nieco starszych bywalcach teatralnych progów wywrzeć mocne wrażenie. W spektaklu wyreżyserowanym przez Piotra Maszorka wystąpili: Kuba Lisiak, Pola Lepakhina, Remigiusz Pilarczyk, Nikodem Księżak, Anna Ćwiklik, Maciej Głębski, Patryk Seweryn, Nikodem Mikołajczyk, Mateusz Czwartosz, Jan Grobliński, Wojciech Kabat, Marlena Kończy, Marta Krześlak, Anna Makochoń, Patrycja Mańka, Martyna Walczak, Alicja Wieczorkiewicz, Adrian Ziółkowski oraz zespół R&J w składzie: Kamil Tooliński, Wiktor Szcześniewicz, Adam Szcześniak.
tekst Agnieszka Warchulińska
foto Dariusz Śmigielski