KOLAŻE KOLARZY SAMANTHY KITSCH
11.06.2014
zdjęcie

Wszyscy, którzy
przybyli do ŁDK, by dowiedzieć się kim jest Samantha Kitsch, nie
mieli okazji, by osobiście poznać autorkę tomiku „Wszystko
jest kleptomania. Autoremix”. Zamiast tego mogli posłuchać co na
temat jej wierszy mają do powiedzenia krytycy: Kacper Bartczak i
Piotr Grobliński. Czy rozmowa krytyków o poezji zaspokoiła
ciekawość gości?

Przy Wielkiej Nieobecnej
Samanthcie Kitsch, dyskusja potoczyła się w zgoła nieoczekiwanych
kierunkach. Pojawiły się w niej tak znaczące nazwiska jak Eliot,
Gertruda Stein, Marcel Duchamp, Chlebnikow czy Sosnowski. Na tle tego
firmamentu gwiazd, poezja Samanthy Kitsch wydała się bezbarwna,
odrobinę sprana i pozbawiona znaczenia. Można było usłyszeć
zdania: „mam wrażenie, nieprzyjemne, że autorka (autor?) kpi
sobie z odbiorcy, ze mnie”; „Nie chciałabym czegoś takiego
napisać”; „Ja bym pewnie napisał i to z dużą łatwością,
ale to akurat nie świadczy o tej poezji najlepiej”; „Sztuka
przestaje być kulturą”…
Na
tę okazję poetka wybrała rodzaj podwójnego zabezpieczenia. Już
sam pseudonim wytrąca broń z ręki krytykom. Któż bowiem będzie
tak odważny i posądzi o kicz poetkę Kitsch? Gdyby to nie
podziałało mamy jeszcze podtytuł dzieła „Autoremix”.
Najwięcej pochwał zebrał
wydawca i redaktor tomiku Piotr Grobliński, za otwartą postawę i
wzniesienie się ponad własne upodobania literackie. Uczestnicy
spotkania rozeszli się w miłym przeświadczeniu, że krytyka na
pewno tę poezję zauważy, doceni, wyróżni i ozdobi laurem.

 

Wszyscy, którzy
przybyli do ŁDK, by dowiedzieć się kim jest Samantha Kitsch, nie
mieli okazji, by osobiście poznać autorkę tomiku „Wszystko
jest kleptomania. Autoremix”. Zamiast tego mogli posłuchać co na
temat jej wierszy mają do powiedzenia krytycy: Kacper Bartczak i
Piotr Grobliński. Czy rozmowa krytyków o poezji zaspokoiła
ciekawość gości?

Przy Wielkiej Nieobecnej
Samanthcie Kitsch, dyskusja potoczyła się w zgoła nieoczekiwanych
kierunkach. Pojawiły się w niej tak znaczące nazwiska jak Eliot,
Gertruda Stein, Marcel Duchamp, Chlebnikow czy Sosnowski. Na tle tego
firmamentu gwiazd, poezja Samanthy Kitsch wydała się bezbarwna,
odrobinę sprana i pozbawiona znaczenia. Można było usłyszeć
zdania: „mam wrażenie, nieprzyjemne, że autorka (autor?) kpi
sobie z odbiorcy, ze mnie”; „Nie chciałabym czegoś takiego
napisać”; „Ja bym pewnie napisał i to z dużą łatwością,
ale to akurat nie świadczy o tej poezji najlepiej”; „Sztuka
przestaje być kulturą”…
Na
tę okazję poetka wybrała rodzaj podwójnego zabezpieczenia. Już
sam pseudonim wytrąca broń z ręki krytykom. Któż bowiem będzie
tak odważny i posądzi o kicz poetkę Kitsch? Gdyby to nie
podziałało mamy jeszcze podtytuł dzieła „Autoremix”.
Najwięcej pochwał zebrał
wydawca i redaktor tomiku Piotr Grobliński, za otwartą postawę i
wzniesienie się ponad własne upodobania literackie. Uczestnicy
spotkania rozeszli się w miłym przeświadczeniu, że krytyka na
pewno tę poezję zauważy, doceni, wyróżni i ozdobi laurem.

 

zdjecie
Aktualności
poprzedni Wpis
KOLAŻE KOLARZY SAMANTHY KITSCH
następny Wpis